25 marca 2017

"Z wody, pod plandekę". Czyli zimowanie jachtu Santa Pasta.


Pierwszych oznak jesieni 2016 roku nie można było przeoczyć. Przyszła, jak co roku - bezwzględna, szara i zimna. No i przede wszystkim wietrzna.

To właśnie wiatr sprawiał najwięcej problemów armatorom na przystani AKM w Górkach Zachodnich.

Powiew...

NIEWOLI


Początek października przyniósł nad Zatokę Gdańską sztormy o sile i kierunku, które wepchnęły w ujście Wisły Śmiałej nieco więcej wody niż potrzeba.

Cumami szarpało nie mało i dla snu spokojnego założyłem dodatkowe sznurki.


Kiedy usłyszałem, że w sąsiednim klubie wyrwało dalbę, zacząłem przyglądać się mojej z większą uwagą.

Mimo, że lata swojej świetności ma już za sobą, utrzymała dzielnie siebie i łódkę przez cały ten cholerny sztorm.


I można by było spać spokojnie, gdyby nie pomysł na kosmicznie wysoki "podatek podwodny", jaki czaił się w głowach naszych dobroczyńców, podnoszących POlskę z ruiny.
Ja jednak rozejrzałem się po przystani i odetchnąłem z ulgą. Szczęściem, ta nowa danina płacona miała być od powierzchni mokrego dna, a nie od objętości używanej wody.


Kiedy już zdawało się, że wicher poszedł sobie precz i ogłoszony został termin wyjmowania łódek na brzeg, problem przybrał zupełnie przeciwną stronę. Tym razem wodę wywiało i co bardziej unurzane w wodzie jachty nie były w stanie podpłynąć pod stanowisko w zasięgu żurawia.

Kilka jachtów udało się wyjąć w październiku, ale termin kolejnego etapu operacji przesunięto na listopad. Dotyczyło to również s/y Santa Pasta. Teoretycznie można było popływać o miesiąc dłużej, gdyby nie to, że maszt leżał już w hangarze, nie spodziewając się takiego falstartu.

Powtórka...

Z ROZRYWKI


Nie mogąc ruszyć się łódką w żadną stronę, pozostały mi zabawy na lądzie.

Zbudowana na wiosnę drewniana podstawa bardzo dobrze zniosła sezon, wylegując się w cieniu pod klubowym płotem.


Długość pionowych podpór, przed montażem, została skorygowana ręczną piłą tarczową, aby lepiej przypasować się do kształtu kadłuba, bez konieczności podkładania dodatkowych bali pod kil.





Wniebowzięcie...

SANTA PASTY


Cały tydzień, poprzedzający operację przeciwstawienia się siłom powszechnego ciążenia, łódka spędziła w doborowym towarzystwie na klubowym "bagienku".


Gdy nadeszła moja kolej, odwiązałem cumy i z impetem ruszyłem ku bardziej suchym rejonom. Z tego całego podniecenia zapomniałem, że kilka dni temu uwiązałem rumpel do stójki od relingu. A że użyty do tego krawat był cieniutki i lekko już sfatygowany, i że wyblinka lubi się zacisnąć na fest, odejście od kei było bardzo dramatyczne. Sprawę uratował nóż ratunkowy, który jeszcze nie opuścił swojej sezonowej miejscówki. Z uwolnionym rumplem sterowanie zrobiło się dużo bardziej wygodne. Ruszyłem tam gdzie mnie już czekano.


Gnałem klubowym kanałem co sił w śrubie i zatrzymałem się dopiero kiedy muszka zeszła się ze szczerbinką.


Wzięliśmy ręce za pasy i...

A gdyby tak w przyszłym sezonie do kila zamontować hydroskrzydło?


Pomocników tego dnia nie brakowało. Dzięki temu mogłem spokojnie sobie wszystko dokumentować.


To co ciekawiło mnie najbardziej to skuteczność farby przeciwporostowej. Z resztą nie tylko mnie. Producent farb jachtowych Oliva zainteresował się również moim przypadkiem. Dla dobra nauki udostępniłem swój materiał zdjęciowy.


Źle nie było, choć znalazły się miejsca wyjątkowo zapuszczone. Były to rejony, które woda obmywała z większym natężeniem, a które zapewne niezbyt starannie pokryłem farbą. W przyszłości spróbuję położyć w tych miejscach dodatkową warstwę antyfoulingu.



Reszta podwodnej części kadłuba pokryta była cienką i delikatną (łatwą w usunięciu) warstwą szlamu.


Na szczęście, w klubie tego dnia pracowało kilka myjek wysokociśnieniowych.


Zostawiając łódkę bez ruchu, na ponad miesiąc, w wodzie, odkryłem najlepszy sposób na oznaczenie linii wodnej kadłuba.


Kilka strzałów myjką ciśnieniową później...



Te bardziej wytrwałe skorupiaki trzeba będzie jednak usunąć mocniej inwazyjnym sposobem. Ale to sobie zostawiłem na potem.


Po umyciu znalazłem też ślad, świadczący o jakimś bliższym spotkaniu z niezidentyfikowanym obiektem podwodnym.


Baza...

SANTA PASTA


Przy okrywaniu jachtu plandeką skorzystałem częściowo z pomysłu kolegi Marcina, który na ten temat popełnił cały artykuł.






Kilka drewnianych wsporników i belek, trzy kilkumetrowe rurki PCV, które prawie pasowały średnicą w gniazda stójek od relingów i powstał całkiem przytulny kącik. Przypomniało mi się dzieciństwo i bazy z koca.





Jeszcze jakiś ładny obrazek z Górek Zachodnich na zakończenie i...

Aby do wiosny!