3 lutego 2019

JachtFilm - 8. Festiwal Filmów Żeglarskich - Gdynia 2019


Kiedy dwa lata temu, po raz pierwszy, wybrałem się na replikę festiwalu JachtFilm do Gdyni, nie wiedziałem czego się spodziewać. Żeglarstwo interesowało mnie względnie od niedawna. Obawiałem się, że dawka histerycznego uwielbienia dla tego sportu, prezentowana na filmach propagandowych, może mnie jedynie, do dalszych poczynań w tym kierunku, zniechęcić.

Na szczęście myliłem się, zarówno co do repertuaru festiwalowego, jak i swojej własnej przyszłości. Zobaczyłem takie kino, o którego istnieniu nie miałem pojęcia i które kilka neuronowych połączeń w mojej głowie poprzestawiało.

Z tamtego festiwalu wyniosłem bardzo pozytywne wspomnienia. Najbardziej zapadł mi w pamięci film "Niedzielny żeglarz", który polecam obejrzeniu nie tylko fanom sportów wodnych.

Za nami 8. już edycja festiwalu, a wczoraj odbył się pokaz JachtFilmu w Gdyni. Cieszę się niezmiernie, że zdołałem w tym wydarzeniu biernie uczestniczyć.

Pomysłodawca i dyrektor festiwalu - Andrzej Minkiewicz, ponownie dokonał niemożliwego. Znalazł (skąd on je bierze!?) i zestawił ze sobą filmy, które przez 7 godzin trzymały przy ekranie więcej widzów, niż teoretycznie może pomieścić sala Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.

Były w tym zbiorze obrazy lekkie i przyjemne - wywołujące na widowni meksykańskie fale śmiechu. Ale nie zabrakło też kina refleksyjnego - o ludziach - ich sukcesach i porażkach. Było o pasji, rodzinie, przyjaźni, szacunku, poświęceniu i miłości. Było też całkiem szczerze o prawdziwej wolności i o cenie jaką się za nią płaci.

I to właśnie w tej imprezie uwielbiam uwielbiać - repertuar dobrany w taki sposób, aby nie tylko poznać różne aspekty żeglarstwa, ale również wydobyć z widza cała gamę, często skrajnych, emocji.

Ale ponieważ kino powinno się oglądać, a nie o kinie czytać - w imieniu organizatora zapraszam na stronę festiwalu. A jeszcze lepiej na pokazy, które odbędą się wkrótce w Szczecinie i Rybniku. No i oczywiście polecam kolejne edycje JachtFilmu.

21 grudnia 2018

"Manewry w porcie krok po kroku" Lars Bolle, Klaus Andrews

Każda łódka "chodzi" nieco inaczej. Potwierdzi to każdy, kto manewrował w portach więcej niż jednym jachtem.

Na szczęście, jeśli mamy w bakistach kilka wolnych lin cumowniczych, i póki obowiązuje nas fizyka, istnieją uniwersalne sposoby radzenia sobie z dowolnym jachtem.

Książka "Manewry w porcie krok po kroku" znacznie ułatwi nam poznanie tych patentów.
Lars Bolle i Klaus Andrews, oryginalną szatę graficzną swojej książki wzbogacili licznymi opisami, które w przejrzysty sposób objaśniają szczegóły każdego z przedstawionych manewrów. A jest ich tu opisanych na prawdę dużo i z uwzględnieniem różnych warunków, w których przyjedzie je nam wykonywać.

Książka z pewnością przyda się wszystkim, którzy muszą w porcie ogarnąć jacht o gabarytach uniemożliwiającej korygowanie manewrów siłą ludzkich mięśni. Opisanych jest też sporo sposobów do wykorzystania dla żeglujących samotnie.

Polecam!




22 lipca 2018

Rejs "Bałtycka Włóczęga - cz. 3/5 - Rafał sam w łódce. Karlskrona-Kalmar", s/y Santa Pasta (Albin Vega 27), 21.07-22.07.2018


Przyznam się, że mój postój w Karlskronie był nieco nadprogramowy. Dużo bardziej wymarzonym i planowanym przystankiem na mojej trasie miał być Utklippan.

Dlaczego więc nie udałem się tam od razu?
Czy popłynąłem do Karlskrony dlatego, że port tamtejszy, osłonięty szkierami, umożliwia bezpieczne wejście, o każdej porze, w każdych niemal warunkach pogodowych?
A może również czułem niechęć do potencjalnego braku miejsc na Utklippanie - wyspie leżącej na dość uczęszczanym żeglarskim szlaku?

Jak było na prawdę, można się tylko domyślać. Ale zamiast marnować czas, radzę zająć się czymś ciekawszym.

A jeśli nie macie nic ciekawszego do roboty, uwadze ponownie polecam "Bałtycką Włóczęgę". Tym razem relacja z przejścia między Karlskroną, a Kalmarem - kolejny etap cyklu "Rafał sam w Łódce".

20 lipca 2018

Rejs "Bałtycka Włóczęga - cz. 3/5 - Rafał sam w łódce. Ystad - Karlskrona", s/y Santa Pasta (Albin Vega 27), 19.07-20.07.2018


Najgorszym wrogiem żeglarskiej turystyki jest wiatr. Ale nie dlatego, że tworzy korelację między żeglarstwem a fasolą na kolację.
Kiedy kierunek wiatru zgadza się z kierunkiem podróży, nic nie zatrzyma na dłużej żeglarza w porcie. Cierpią na tym nie tylko okoliczne muzea, ale przede wszystkim portowe tawerny.

Mnie również spotkał taki los. Odkąd wyruszyłem samotnie z Kopenhagi, nie miałem sposobności wyspać się spokojnie w porcie. Prognozy pogody każą mi bezwzględnie wykorzystywać sprzyjające wiatry i nabijać na licznik kolejne mile morskie, póki się je nabijać z wiatrem da.

Tak było i tym razem, kiedy wyruszałem z Ystad, z zamiarem dotarcia do Karlskrony. Pomimo pogodowego pośpiechu, udało mi się jednak po drodze zobaczyć rzeczy, których nigdy wcześniej nie dane mi było widzieć. A było to tak...

18 lipca 2018

Rejs "Bałtycka Włóczęga - cz. 3/5 - Rafał sam w łódce. Kopenhaga - Ystad", s/y Santa Pasta (Albin Vega 27), 15.07-18.07.2018


Nadszedł w końcu ten moment, kiedy samemu trzeba było ruszyć, po nieznanym sobie morskim szlaku. Szczęśliwie, był to szlak przybrzeżny, z wieloma potencjalnymi "portami ucieczki" po drodze.

Z resztą, wcale nie chciałem do tych portów uciekać, ale zwiedzić ich jak najwięcej. Miałem w końcu aż dwa tygodnie, aby leniwie dopłynąć gdzieś w okolice Sztokholmu.

15 lipca 2018

Rejs "Bałtycka Włóczęga - cz. 3/5 - Rafał sam w łódce", s/y Santa Pasta (Albin Vega 27), 15.07-25.07.2018


W życiu każdego żeglarza, przychodzi taki czas, kiedy nikt nie chce już z nim pływać. Jedni z tego powodu rozpaczają - inni się cieszą.

Kiedy na trzeci etap Bałtyckiej Włóczęgi 2018, z Kopenhagi do Sztokholmu, nikt mi się na listę załogi nie zapisał, targnęły mną sprzeczne uczucia.

Po jednej stronie pełzł strach. Brak doświadczenia i obawa przed nieznanym. I tym, czy sobie sam na morzu poradzę.

Po drugiej zaś stronie, rwała się do życia chęć doświadczenia czegoś nowego. I może nie tyle niebezpiecznego, co zdrowym rozsądkiem zakazanego.

I co? I jak się to skończyło? - pewnie zapytacie.

Wygrał oczywiście rozsądek. Nie będę przecież opisywał na blogu, jak siedzę w domu przed telewizorem ;)