Żeglarstwo to wyjątkowo wybrakowane zajęcie. Oprócz notorycznego braku pieniędzy na remonty i doposażenie równie uciążliwym problemem jest brak czasu na pływanie. Dodatkowo zła pogoda i niekorzystne wiatry są w stanie zabrać nam nawet kilka dni z naszego urlopu. Szczególnie gdy planuje się rejs na zachód. Przeważające na naszym morzu zachodnie wiatry niejednego już w porcie przetrzymały i wymarzony wywczas popsuły.
Dlatego kiedy w weekend, na tydzień przed planowanym początkiem rejsu, nadarzyła się okazja, aby zdobyć trochę wysokości i zając lepszą miejscówkę startową na wakacyjny wypad, nie zastanawiałem się wcale...
12.07.2025
Jest sobotni poranek. Pojawiam się w marinie z ostatnim już transportem rzeczy na rejs.
Ilość zapasów słoikowych może w dzisiejszych czasach dobrobytu budzić uśmiech na wielu twarzach, ale ja już tak mam, że lubię mieć w kambuzie więcej niż mniej.
Ruszamy o 1030. W przestawianiu jachtu na zachód będzie pomagał mi Paweł, który zgłosił się na ochotnika i którego wszyscy czytelnicy bloga powinni już dobrze znać.
Z Górek Zachodnich płyniemy na północ, w kierunku prawie na Hel. Pogoda nie jest jakoś specjalnie wymarzona, ale za to prognozy zapowiadają korzystne dla nas ruchy mas powietrza.
Dwie godziny później dopada nas deszcz, który utrzymuje się przez kolejne dwie godziny.
Wieje mało stabilnie i nieco szkwali z prawego baksztagu, więc jedziemy na samej genui.
Płynąc wzdłuż półwyspu, mamy już wiatr prawie prosto z rufy. Martwa (chyba posztormowa) fala z północy bardzo jednak przeszkadza. Odczuwa to na sobie Paweł, który miał ostatnio dłuższą przerwę w pływaniu.
Jeszcze gorzej jest przy Rozewiu. Fale interferują i wybijają jacht z rytmu. Mimo że wiatr cały czas pcha nas do przodu, tracimy stabilną prędkość. Daleko nam jeszcze do walki o przetrwanie, bo fale nie są wysokie, ale kadłubem rzuca na wszystkie strony, powodując spory dyskomfort.
Dopiero pod wieczór, po godzinie 1900, fala wiatrowa wygrywa z martwicą i da się płynąć bardziej spokojniej. W końcu można coś ugotować, więc zabieram się za obiadokolację.
W okolicach Dębek wywołuje nas na VHF mój klubowy kolega Maciej, który akurat płynie w drugim kierunku i robi nam pamiątkowe zdjęcie. Paweł śpi, a mnie się na patelni obiad przypala, więc troszkę mało uprzejmie, ale szybko kończę radiową pogawędkę.
Noc mija spokojnie. O godzinie 0345 wiatr słabnie i przechodzi w lewy baksztag, więc dokładamy grota.
Jak to bywa na morskich rejsach, po raz setny udaje nam się zaobserwować pożar horyzontu.
Tarcza słońca pojawia się o godzinie 0435.
Jesteśmy wtedy gdzieś na wysokości Rowów.
Godzinę później rufa grzeje się już w pełnym słońcu.
Około godziny 1000 na lewym trawersie mamy Jarosławiec i płyniemy półwiatrem po bardzo spokojnej wodzie.
Nadrabiamy stracone wcześniej węzły. Z prądem robimy 7kn.
Wypływając z Górek Zachodnich, liczyłem nieśmiało na zdobycie w ten weekend przynajmniej Kołobrzegu. Ale prognozy zapowiadają burzę na popołudnie, więc postanawiamy zawinąć do Darłowa.
Mijamy zakotwiczony masowiec z holenderską banderą i przepuszczamy wychodzący akurat z portu turystyczny galeon.
Po uzyskaniu zgody od kapitanatu na kanale VHF 12 wchodzimy do awanportu.
Most akurat jest zamknięty, więc stajemy tymczasowo przy nabrzeżu zachodnim.
Jest godzina 1145, gdy robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z tutejszą latarnią.
O godzinie 1200 most się otwiera - a właściwie rozsuwa, bo to jedyny taki rozsuwany w Polsce.
Przepływamy do mariny i zajmujemy pierwszy z brzegu boks cumowniczy.
Po załatwieniu formalności przestawiamy się (według zaleceń bosmana) na drugą stronę, do bardziej solidnego y-bomu.
Szybki prysznic i zbieramy się na pociąg. Piechotą na dworzec będzie ze 2.5km i myślimy nawet przejść to z buta. Ale nadciągająca burza pomaga nam zdecydować się na taksówkę. Wygląda na to, że weszliśmy do portu w samą porę, bo chwilę później zaczyna nieźle gwizdać, a deszcz pada poziomo.
Na tym kończy się etap "pole-position", dzięki któremu rejs urlopowy na zachód rozpocznę z bardziej strategicznej pozycji.
Takie się czasami zdarzają niepełnomorskie przeskoki, w których nic się nie dzieje, ale opisać wypada, aby nie tracić ciągu przyczynowo-skutkowego dla kolejnych odcinków. A te - według planu - powinny pojawić się już za tydzień ;)


























