Życiem (przynajmniej moim) rządzi przypadek. Do AKM w Gdańsku trafiłem w 2016 tylko dlatego, że akurat było tam jedno wolne miejsce. I akurat pasowało na mój pierwszy jacht (Albin Vega), który właśnie wtedy sprowadziłem ze Szwecji. O Stowarzyszeniu Armatorów Jachtowych (SAJ) też usłyszałem i zapisałem się w drodze przypadku. Forumowy kolega i były prezes SAJ - nieżyjący już Andrzej "Colonel" Remiszewski - namówił mnie na członkostwo, podczas przypadkowego spotkania na Helu.
Kiedy zlot SAJ odbywa się w AKM, traktuję to jako szczęśliwą interferencję obu tych zbiegów okoliczności. Zawsze chętnie deklaruję swój udział, licząc na wzmocnienie pozytywnych wrażeń. W tym roku zrobiłem to już po raz trzeci i ponownie się nie zawiodłem...
15.06.2026
Zaczyna się późnym piątkowym popołudniem z grubej rury, choć obsługujący maszynę Grzegorz odkrywa, że średnica (rury) donuta zależy od gęstości ciasta i jest to bardzo wrażliwy na zmiany i otrzymywane efekty parametr. Niezależnie od jakości zasilającego maszynkę ciasta, pączki wychodzą z niej pyszne i znikają w mgnieniu oka.
Dla mięsożerców, nieco później, pojawia się też karkówka z grilla i szaszłyki z pieczarek. Jako dodatki wybrać można między kiszonymi ogórkami i równie porządnie ukiszonymi domowym sposobem pomidorami - palce lizać!
Najedzeni zasiadamy pod namiotem w celu wysłuchania opowieści Włodka aka Burego Kocura, o jego ostatniej podróży na północ Zatoki Botnickiej. To aż trzy miesiące rejsu z górę i w dół Bałtyku, po niezliczonych marinach wschodniego wybrzeża Szwecji. Najważniejszy wniosek z opowieści - przed rejsem na Botnicką zapoznać się należy koniecznie z rozkładem stacji paliw na trasie ;)
Nieco później wchodzi na scenę Michał - specjalista od rejsów mieczowymi łódkami po Bałtyku i stały prelegent na zlotach SAJu. Tym razem jest to nieco skrócona opowieść z Kolosów o rejsie Antilą 24.4 na Alandy.
16.06.2026
Drugi dzień zlotu zaczyna się od zaplanowanej w programie aktywności na wodzie. Tak się składa, że dzisiaj odbywają się akurat Wiosenne Regaty Otwarcia sezonu w AKM. Dwa dni wcześniej proponuję Michałowi udział i zgłaszam Darwina do regat. Ci co mnie znają wiedzą, że pośpiechem się brzydzę, a pływanie do bojki i z powrotem uważam za idiotyzm. Zupełnie analogicznie, mimo że od kilkudziesięciu lat jestem posiadaczem auta, nie biorę udziału w rajdach samochodowych.
Ale okoliczności są tym razem wyjątkowe. Słoneczna pogoda, zapowiedziana w tym samym czasie aktywność na wodzie, no i obdarzony szczęściem załogant, który gdzie się nie pojawi, to otrzymuje nagrody. Jest więc spora szansa, że i tym razem coś wygra, a ja się pod to jego szczęście i sukces podczepię.

Start odbywa się przy boi nr 10 na rozlewisku Wisły Śmiałej. Na szczęście da się wyjść z kanału jednym halsem - nie trawię halsowania w wąskich kanałach - kupiłem w końcu jacht, a nie atlas do ćwiczeń.

Mamy nieco niedobranego na fale grota (błąd przy stawianiu), ale nie ma już czasu na poprawki. Wiatr słaby, a duża genua robi jednak robotę i jeszcze przed główkami portu wyprzedzamy kilka jachtów.

W główkach robi się chwilowo bardzo ciasno - to miejsce, gdzie każdy chce jak najszybciej wyostrzyć na bojkę MG-A.
Tego etapu nie da się już zrobić jednym halsem. Ale to nie jest nasz najgorszy problem. Ostatnio uaktualniałem oprogramowanie urządzeń pracujących w sieci SeaTalkNG i nie wiem, czy nie zresetowała się kalibracja, albo coś się nie wgrało tak jak powinno (były problemy podczas aktualizacji). Nie działa log i według wskazań przyrządów jedziemy zaskakująco ostro na wiatr. Coś jest na pewno nie tak, bo wiatr pozorny i rzeczywisty (w bajdewindzie) mają takie same wartości.
Z drugiej strony, w świecie rzeczywistym nie jest źle. Płyniemy praktycznie po śladzie Naoprofila i Czarodziejki (znani wymiatacze w jeździe na wiatr), a reszta jachtów idzie kilka stopni pełniej.
Tor podejściowy do portu jest dzisiaj pusty, ale aby się po nim nie wałęsać (bo to niezgodne z przepisami) robimy zwrot przez sztag. Jedziemy tak przez kilka minut. Mając w końcu docelową bojkę na trawersie zwracamy się po raz drugi i w ten sposób dopływamy do niej z zapasem kilku metrów.
Cały czas więcej gadamy o zbiorach pamiątek Michała, niż skupiamy się na żegludze. Postanawiamy nawet, że nam się dzisiaj nie chce i nie będziemy używać żagli dodatkowych w żegludze z wiatrem i ogarniemy jakoś na motyla.
Po okrążeniu bojki jednak prawie stajemy w miejscu. Nie jestem pewien ile wieje na prawdę, ale nas wiatromierz pokazuje jedynie 4kt wiatru. W tym czasie niestety wyprzedza nas kilka jachtów. No trudno - czas ruszyć dupsko z kokpitu i poszukać w hundce genakera.
Przez chwilę jeszcze sprawdzam kurs na GW, do której mamy teraz dojechać i czy czasem nie lepszy będzie spinaker. Na szczęście wychodzi na to, że fordewindu nie będzie i nie będę musiał się dzisiaj męczyć ze spinakerbomem na pokładzie.
Wyciągam torbę z genakerem i mocuję ją do relingu przy dziobie. Po prawej burcie przeciągamy z kokpitu jeden szot (zwrotów się nie spodziewamy), służący z reguły za bras spinakera. Zwijamy genuę i ruszam na dziób podczepić odpowiednie sznurki do rogów genakera.
Rzeczywistość mnie jednak nieco zaskakuje.. Drugi raz dopiero stawiam ten nowy żagiel i o ile HEAD jest intuicyjne, to zapomniałem gdzie jest CLEW, a gdzie TACK. Mam na szczęście przy sobie na dziobie telefon - szybkie (w końcu jesteśmy na regatach) obrazkowe googlanie i już wszystko jasne. Wyciągamy żagiel z wora. Rozkłada się nieco skręcony, ale krętliki na końcach lin robią swoje i chwilę potem nad pokładem pojawia się wypełniona wiatrem pomarańczowa płachta.
Trymujemy odpowiednio do wiatru i od razu przyspieszamy z 3kn do 6kn - powoli nadrabiamy zaległości. Znowu można oddać się rozmowie na różne nieregatowe tematy i niech autopilot robi czarną robotę.
W pewnej chwili mijamy się z Amberem, od którego potem dostajemy w prezencie kilka ładnych fotek. Wygląda na to, że żaglownia Sail Service wiedziała co robi, zwiększając zamówioną przeze mnie powierzchnię genakera do 80m2.
Później wchodzę w posiadanie jeszcze jednego zdjęcia (nie pamiętam już od kogo), pokazujące jak widzą nas od naszej rufy strony nasi rywale.
Lecimy baksztagiem na GW. Wiatr nieco kręci, ale nie wychodzimy poza zakres kątowy pracy genakera.
Przy GW odbijamy lekko do fordewindu, aby zgasić genaker za grotem. Luzuję róg halsowy i popuszczając fał ściągamy ręcznie żagiel do kokpitu. Wrzucamy go na szybko do zejściówki. Zwracamy się dziobem na główki Górek Zachodnich i rozwijamy genuę. To już ostatnia prosta. Wiatr w tym czasie odkręcił i znowu będziemy iść w kanale ostro do wiatru - na szczęście znowu obędzie się bez halsówki.
W tym czasie, z prędkością motorówki objeżdża nas Panamax. Przed główkami musi jednak zrzucić dodatkowy żagiel, co spowalnia go do prędkości jachtu turystycznego. Siadamy mu kilka metrów na ogonie i w takim ustawieniu kończymy wyścig. Dźwięk rogu z pomostu NCŻ oznajmia nam przekroczenie linii mety.
Zwijamy żagle, wyrzucamy odbijacze na relingi i cumujemy w AKM. Działanie przyrządów i czujników muszę koniecznie sprawdzić przed rejsem, ale ze zrobionej dzisiaj trasy jestem bardzo zadowolony. Łódka, jak na turystyczny "kamper" spisała się bardzo dobrze.
Czas na obiad. Na Horzelowisko wjeżdżają dwa olbrzymie termosy z zupą. Do wyboru gulaszowa i szczawiowa z jajeczkiem. Tej drugiej nie jadłem chyba od przedszkola, a jest na prawdę dobra, więc biorę dwie dolewki - chyba dzisiaj odbiłem sobie w ten sposób wpłacone na SAJ składki ;)
Po obiedzie rozpoczyna się ciekawe spotkanie z Wojciechem Paczkowskim z SAR. Świetna prezentacja instytucji, od której może zależeć kiedyś nasz życie. Prelegent omawia bieżącą sytuację instytucji, mówi o problemach i planach na przyszłość. Wiele informacji praktycznych, których próżno szukać na kursach i w podręcznikach.
Nie brakuje pytań od publiczności. Jest kilka odpowiedzi, za które jestem bardzo wdzięczny, ponieważ uzupełniają moje braki w wiedzy. Jest na przykład o podatności systemu DSC na niewłaściwe zachowania operatorów radiowych. Uaktualniam również swoje wiadomości co do funkcjonowania systemu Cospas-Sarsat. Do dzisiaj przekonany byłem, że sygnał z radiopławy PLB, w pesymistycznym scenariuszu, dochodzi do satelity maksymalnie w czasie 45 minut podczas, gdy jest to obecnie tylko około 5min! Po prezentacji zwiedzamy jeszcze Wiatr - statek SARu stacjonujący w Górkach Zachodnich. Jest to jedna z ostatnich okazji, przed przejściem modeli SAR-1500 na emeryturę i zastąpienie ich nowymi jednostkami.

Jeszcze w czasie prezentacji SAR, urywam się na chwilę do klubowego Paśnika, gdzie trwa ogłoszenie wyników regat. Kilka minut wcześniej podglądam wstępne wyniki w panelu regat. Spotyka mnie miłe zaskoczenie, bo Darwin zajmuje trzecie miejsce w klasie turystyczno-regatowej.

Mój chytry plan zwerbowania na pokład szczęściarza i kolekcjonera nagród wszelakich powiódł się znakomicie.
Ale to nie koniec atrakcji na dzisiaj. Po grillowanej kolacji rozpoczyna się wystąpienie Grzegorza, który z rodziną, na jachcie SeaBerry opłynął w zeszłym sezonie Morze Północne i teraz zechciał się z nami podzielić wrażeniami i zdjęciami. Opowieść jest na tyle ciekawe, że zapominam zrobić zdjęcie z prezentacji.
Gdzieś w przerwie, mój dzisiejszy załogant odbiera jeszcze Honorową Nagrodę SAJ, której wręczenie nieco się opóźniło.
Oficjalną część zlotu kończy niezastąpiony Andrzej i jego sławny już Jachtfilm. Tym razem gości u nas z pokazem filmu "The Race to Alaska". To opowieść nawet w temacie dzisiejszych wydarzeń, choć daleko jeszcze nam do tych wszystkich szaleńców, którzy na pozbawionych silników pływadłach wszelakich wyruszają w rejs po ekstremalnie trudnych wodach zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej.

Przebojem dnia (a właściwie to już nocy) zostaje wybuchowa konserwa śledziowa Surströmming. Puszka zostaje fachowo i bezpiecznie otwarta w wodnej osłonie. Zawartość początkowo budzi moją niechęć, potem obojętność, aż w końcu ciekawość. Za przykładem pierwszych odważnych, daję się po pewnym czasie i ja namówić na kanapkę z kawałkiem tej rybnej zgnilizny. Nie jestem w stanie rozkoszować się tym smakiem i nie polecam też do konsumpcji na pokładzie jachtu w drodze, ale da się to spokojnie zjeść i nie zwrócić :)
Pomimo, że niektórzy walczą zaciekle jak pies z kotem, wszystkie głosowania przechodzą dzisiaj praktycznie jednogłośnie.
















